Mitologia Nordycka- Neil Gaiman- recenzja

 Stary rok kończyłam poszukiwaniem nowych podcastów i vlogów czytelniczych, bo mój ulubiony przesłuchałam wzdłuż i wszerz (kilkukrotnie). Trafiłam na kanał sióstr (biologicznych, nie zakonnych) omawiających swoje przeżycia literackie- opinie dziewczyn spodobały mi się na tyle, że pochłonęłam kilka odcinków, a w większości przewijała się twórczość Neila Gaimana wydana w cudownych ciemnych okładkach.


Nie czytałam wcześniej Gaimana, ale siedzę w komiksach na tyle długo, że jego nazwisko jest dla mnie znajome, a Sandman pojawia się w nieśmiałych planach czytelniczych (szczególnie w obliczu informacji o wznowieniu serii w br.).
Wracając do literatury, śliczne okładki tak mnie oczarowały, że nim się obejrzałam, zaczęłam wyszukiwać oferty, a mniej-więcej dwie godziny później byłam już umówiona na odbiór książek... po kolejnej godzinie wróciłam z nimi do domu i zaczęłam podziwiać (miały wszyte wstążkowe zakładki) i jednocześnie uświadomiłam sobie, że nawet nie wiem o czym są, bo nie zrobiłam żadnego researchu, nie licząc obejrzenia vlogów i znalezienia ofert, nawet nie przeczytałam blurbów.
Nieco później scrollując książko-twarz trafiłam na post z pytaniem od czego zacząć czytać książki autora, oczywiście opinii było tyle, co książek, więc na chybił-trafił sięgnęłam po "Mitologię".

Samą mitologią interesowałam się od dziecka- rodzina czytywała mi mity greckie, a ja byłam zachwycona drastycznością fabuły i możliwością korzystania z magicznych artefaktów (oczywiście miałam wersję "dla najmłodszych"), później różne mitologie przewijały się w szkołach- grecka i rzymska na historii, "Samotność bogów" na polskim w podstawówce, znowu słowiańska (po łebkach), oraz rzymska i grecka w gimnazjum (nordyckiej chyba nie było), i ponownie greckiej w liceum- tak więc Parandowski skutecznie zabił we mnie chęć zgłębiania tematu, aż do pojawienia się Gaimana.

Po tym, przydługim wstępie, przejdźmy do samej książki- "Mitologia Nordycka" to coś pomiędzy retelling-iem a adaptacją mitologii skandynawskiej, na którą składa się kilka opowiadań, niepowiązanych ze sobą ściśle, ale bazujących na panteonie bogów nordyckich.

Autor ma świetny, lekki styl, tworzy wciągające fabuły i porywających, niejednoznacznych bohaterów, często budzących nasze skrajne emocje.

Wcześniej mogłam się poszczycić najwyżej przeciętną znajomością materiału źródłowego lub jego pochodnych, dlatego zaskoczyło mnie jak wierzenia nordów różniły się od bliźniaczych mitologii z południa Europy, słowiańskiej czy egipskiej. Skandynawowie stworzyli spory, skomplikowany świat oparty na typowo mitologicznych rozwiązaniach- tłumaczymy to czego nie rozumiemy czymś co nie istnieje lub magią.

Wśród kanonu opowiadań brakowało mi historii żeńskich bohaterek, np. Frei, jej rolą w Gaimanowskim panteonie było to, że dość często ktoś do niej wpadał i mówił: "Eii, Freja, bo jest taka sprawa, że [...] i dlatego:"
a) muszę pożyczyć twój pierzasty płaszcz (umożliwiający latanie),
b) musisz za kogoś wyjść,
c) obie odpowiedzi są poprawne.
Jest to na swój sposób zabawne, ale byłoby miło, gdyby kobiety pojawiły się w rolach ważniejszych niż drugo- czy trzecioplanowe.

Pozostali, bardziej rozwinięci bohaterowie potrafią budzić zarówno sympatię, jak i odrazę, ale jednocześnie dają poczucie, że każdy z nich ma swoje "ja", nie są umysłem zbiorowym. Cały tomik jest pisany prostym językiem i w wielu miejscach tłumaczy niemal oczywiste rzeczy, więc myślę, że jest kierowany również do młodszych czytelników, jednocześnie nie będąc dziecinnym.

Jeżeli istnieją książki, które są dla wszystkich, to ta jest jedną z nich (i bynajmniej w tym przypadku nie działa to tak, że jeśli coś jest dla wszystkich, to nie jest dla nikogo).



Komentarze