Maus. Opowieść ocalałego- recenzja

 Komiks Arta Spiegelmana jest biografią jego ojca- Vladka, polskiego Żyda, który przeżył wojnę, holocaust i Auschwitz.

Brzmi znajomo... literatura i kino holocaustu są głęboko zakorzenione w  naszej kulturze, otaczają nas ze wszystkich stron, w szkole mamy całe działy poświęcone omawianiu wspomnień ocalałych, ale świat komiksu jeszcze nie wyeksploatował tematu. Jest kilka innych tytułów, ale żadnego na tyle znaczącego, żeby dostał Pulitzera i potrzebował aż 3 wydań (w Polsce).

Historię zbudowano na zasadzie wywiadu- główny bohater i autor wypytuje swojego ojca o przeszłość i wspólnie zanurzają się w jego wspomnienia, co jakiś czas wyrywani z nich przez teraźniejszość.  Dzięki temu zabiegowi autor różnicuje poziom napięcia i ukazuje nam kontrast między dzisiaj- kiedy siedzi przy stole, je ciastka i pije kawę z ojcem lub idzie na romantyczny spacer do parku z żoną a przeszłością- ukrywaniem się, głodowaniem i śmiercią.  W ten sposób nie "przyzwyczajamy się" do nieustannie pokazywanych okropieństw, jest miejsce na "oddech, śmiech" i każda strona ma szansę w pełni wybrzmieć.

Do pogłębienia kontrastu przyczynia się, to, co widzimy już na okładce- żydowscy bohaterowie to myszki, z kolei Niemców przedstawiono jako koty, a Polaków jako świnki, Francuzi to żaby, Amerykanie to psy, Szwedów reprezentują renifery, a Cyganów mrówki.

Przedstawienie Polaków wzbudziło falę krytyki: "że jak to świnie?! i to jeszcze przez Żyda?!". Mimo że przed lekturą wiedziałam jakie zdania o niej krążą w sieci, sama nie zauważyłam tej osławionej już, bijącej z każdego kadru antypolskości.

Niektórych może interesować jak autor przy takim kreowaniu świata przedstawił zwierzęta (zwierzęta-zwierzęta, nie zwierzęta-ludzi)- po prostu sobie są i nikogo nie dziwi to, że kot wyprowadza psa na smyczy, a mysz jeździ na koniu, doi krowę albo boi się myszy...


Z kolei autor boi się, że jego ojciec zostanie w tej historii odebrany jako "rasistowska karykatura starego żyda-skąpca". Ma to poniekąd uzasadnienie w tym, że bohater retrospekcji jest bardzo złożoną postacią, często odpychającą, budzącą wątpliwości i zażenowanie swoją postawą, a za razem poczciwą. Z jednej strony nie lubimy mężczyzny, który paskudnie traktuje swoją żonę i ciągle na nią narzeka, z drugiej urzeka nas swoim humorem i ciekawymi anegdotami, a z trzeciej szokuje i budzi podziw ze względu na swoje przeżycia i zaradność.

Czytając mamy poczucie, że dzieje i charaktery bohaterów odwzorowano wiernie, autor raczej nie popada w idealizację, ani nie zahacza o, ostatnio popularny, nurt czarnego Disneylandu. Ponadto unika patosu, nie obarcza niewyobrażalnej historii dodatkową warstwą niezrozumienia. 

Niestety obarczona niezrozumieniem jest warstwa graficzna "Maus"- bardzo uproszczona, ale dopracowana i spójna z historią, z bohaterami wystarczająco zróżnicowanymi i wyrazistymi, żeby bez większego problemu ich od siebie odróżniać. Mimo to często określana jako słabizna czy gniot. Przecież nie każda powieść graficzna musi mieć hiperrealistyczne rysunki, w tej akcent został położony na przekazanie historii. To ona ma skupić naszą uwagę, a rolą kadrów jest jej dopełnienie i według mnie wypadły fenomenalnie.


Tomik jest kontrowersyjny, a jednak znajdują się całe rzesze zainteresowanych, dla których potrzebne były 2 dodruki, to chyba mówi samo za siebie i nie trzeba nikogo dodatkowo zachęcać, że sięgnął po "Opowieść ocalałego".

Komentarze