Kryzys bohaterów- recenzja
Na Kryzys ostrzyłam sobie ząbki już od jakiegoś czasu- z dwóch powodów. Po pierwsze wiedziałam, że Harley Quinn ma w nim spory udział, a to jedna z bohaterek, której przygody śledzę najpilniej; po drugie kryzysy zazwyczaj przedstawiają wielu, mało znanych bohaterów, więc mamy jeden tom i zamkniętą historię, która bardzo pogłębia wiedzę na temat Uniwersum.
Zaczęło się świetnie. Akcja ma miejsce w Sanktuarium, czyli na farmie, gdzie przebywają i odbywają terapię bohaterowie cierpiący na PTSD. Miło, że Tom King poruszył temat na taką skalę- pozwolił bohaterom się uzewnętrznić, odkryć swoją ludzką stronę, podzielić doświadczeniami, przybliżyć nam swoją wrażliwość i koszt emocjonalny jaki ponoszą. Większość problemów ludzkich bohaterów oscylowało wokół tego, że nie radzą sobie z przeciwnościami z jakimi muszą się zmagać i z dźwiganiem roli zadowolonego obrońcy wszechświata, z kolei dla bohaterów obdarzonych mocami, to one stawały się problemem- wymykały spod kontroli i stwarzały zagrożenie dla otoczenia i dla samego użytkownika. Są też tacy, którzy znikali i wracali w trakcie poprzednich eventów, ale ich bliscy już nie.
Świetnie poprowadzono ekspozycję bohaterów. Scenarzysta potrafił wzbudzić zainteresowanie, współczucie i przywiązanie do postaci, które pierwszy raz widzimy na oczy. Dodatkowo bardzo rozwinięto postać Boostera Golda- "największego bohatera, o którym nikt nigdy nie słyszał!", ale o tym za chwilę.
Większość historii w DC ze słowem "Kryzys" w tytule (lub pełniących taką funkcję) ma dwie charakterystyczne cechy: duży udział speedstera (ewentualnie innego potężnego metaczłowieka) i pełni rolę, jaką jest uporządkowanie Uniwersum po tym jak wątki poszczególnych bohaterów rozrosły się na tyle, że zaczynają tracić spójność.
Nie inaczej jest również w tym wypadku- giną wszyscy w Sanktuarium. Haczyk polega na tym, że raczej nie wszyscy przebywali tam na stałe, niektórzy tylko odwiedzali placówkę, więc "główniejsi" bohaterowie ocaleli. Ponadto nie dokopałam się do żadnej listy czy kompletnej planszy, na której widać poległych, więc nie wiadomo kogo dokładnie uśmiercono tym razem.
Pojawia się zgrzyt polegający na tym, że Harley Quinn twierdzi, iż widziała Boostera Golda mordującego podopiecznych farmy, a z kolei on dokładnie to samo mówi o Harley. Każde z nich znajduje sojusznika i próbuje dowieść swojej niewinności oraz winy tego drugiego. Tym sposobem Harley tworzy duet z Batgirl, a Booster Gold łączy siły z Blue Beetlem.
Po śledztwie i przebadaniu obojga oskarżonych Lassem Prawdy, oboje dochodzą do wniosku, że zwariowali i udało im się oszukać Lasso, bo sami wierzą w swoją rzekomą niewinność. Jednocześnie odkrywają, że ciało jednego z poległych jest starsze (niż powinno) o kilka dni...
I tu na scenie pojawia wspomniany już wcześniej speedster...
W momencie, w którym akcja skupia się wyjaśnieniu, co się właściwie stało- fabuła zaczyna wyglądać jak na siłę posklejana na ślinę i do świetnego jak do tej pory scenariusza zaczynają wkradać się bezsensy i absurdy. Trochę jakby scenarzysta tworzył sobie w najlepsze i nagle ktoś powiedział mu, że ta seria ma mieć 9, a nie 12 zeszytów, więc musi zacząć ją kończyć.
Wracając do absurdów- w Sanktuarium ginie również Poison Ivy, inaczej Harley pewnie nie byłaby zainteresowana śledztwem i zemstą na zabójcy ludzi, których nie znała. Oczywiście w związku z tym, że Ivy jest istotna dla obecnego status quo Harley (linia wydawnicza DC Odrodzenie/ Uniwersum DC), musiała zostać wskrzeszona w jakiś głupi i skrótowy sposób.
Jednym z plusów tomiku jest bardzo ładna warstwa graficzna- schludne, dopracowane rysunki o uniwersalnej estetyce z przewagą złota, niebieskości i czerwieni, co pozytywnie wpływa na spójność odbioru, ale to nie wiele zmienia.
Ostatecznie cudownie zapowiadająca się miniseria okazała się rozczarowaniem- rokowania były dobre... a skończyło się na kiepskiej puencie i zwykłym, utylitarnym sprzątaniu Uniwersum z niewygodnych odpadków.


Komentarze
Prześlij komentarz